sobota, 13 lipca 2013

Co z rozdziałami

Miśki moje kochane przepraszam, że nie było mnie tak długo i nie dawałam znaku życia przez tyle czasu! Niestety najpierw szkoła i te latanie za ocenami mnie wykończyło, a teraz jest jeżdżenie po krewnych, bo przecież trzeba odwiedzić wszystkie babcie, ciocie itp. Jednak nie martwcie się! Pisze dwunasty rozdzialik już od dłuższego czasu, ale coś nie mogę go zakończyć na aktualnym etapie, więc będziecie musieli poczekać na niego przynajmniej z półtora tygodnia.
Mam nadzieje, że się nie gniewacie.
Wasza Ani-chan

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 11 - Akcja Demon

Ciężkie krople wody uderzały o chodnik, ale nie przeszkadzało to dwóm postacią przemierzającym ulice Magnolii. Dzięki płaszczą z gwiezdnego świata nie musiały przejmować się deszczem i na spokojnie mogły przemyśleć dalszy plan działania. Co pewien czas mijały mały pomarańczowy domek i spoglądały smutno w stronę jednego z okien na jego piętrze.
- Na pewno sobie poradzi? - Po pewnym czasie jedna z postaci przerwała milczenie.
- Jedna wizja zaprzecza drugiej, ale ma duże szanse... - Druga osoba cicho westchnęła i spuściła głowę.
- Pomóżmy jej w tym! - Zawołała wesoło pierwsza dziewczyna podskakując w górę i zsuwając lekko kaptur, przez co można było zobaczyć jej krótkie błękitne włosy.
- Jak? - Towarzyszka niebieskiej czupryny przekrzywiła lekko głowę z zaciekawieniem przyglądając się koleżance jak wchodzi na krawężnik i zaczyna po nim iść w jedynie sobie znanym kierunku.
- Nauczymy ją używać nowych mocy! - Odpowiedziała szybko dziewczyna i zaczęła teraz w podskokach pokonywać wytyczoną przez siebie trasę po krawężniku.
- Nie możemy! - Rozmówczyni błękitnowłosej podbiegła do niej zrzucając swój kaptur i patrząc wściekle w jej oczy.
- Możemy! Obydwie wiemy, że prędzej czy później zbierze wszystkie nasze klucze! Im szybciej uczynimy ją naszą księżniczką tym lepiej! - Wykrzyczał Gwiezdny Duch samemu zrzucając swoje okrycie i rozprostowując skrzydła.
- Wiem... Tego właśnie się obawiam...
Brązowoskóra kobieta założyła za ucho czarny kosmyk, który przykleił jej się do twarzy i przysiadła na progu jakiegoś małego baru czy restauracji.  Tyle zdrad. Tyle bólu. Musiała je przeżywać za każdym razem, gdy miała wizje i teraz... Bała się. Bardzo się bała, że to znowu się powtórzy z jej nową właścicielką. Moc, którą dostanie zmieni jej postawę i znowu Strażnicy staną się tylko narzędziami do zabawy i zdobywania władzy.
- Ona jest inna - Kobieta usłyszała głos swojej towarzyszki i poczuła jej dłoń na swoim ramieniu - Zobaczysz nie tylko nie ulegnie mocy, ale też pokona naszego lidera.
- Obyś miała rację - brązowoskóra odzyskała trochę wiary i teraz z uśmiechem wstała patrząc na błękitnowłosą - Za tydzień rozpoczniemy trening, ale na razie niech się cieszy chwilą spokoju.
- Yatta! Ale teraz możemy już wrócić? Zimno mi! - Pisnęła skrzydlata.
Obydwie dziewczyny zaśmiały się szczerze i delikatnie zaświeciły się złotym światłem tylko po to by po chwilę zniknąć. Ludzie dopiero zaczęli się budzić i przeklinać deszczową pogodę niechętnie szykując się do pracy. Rozpoczęli nowy dzień zupełnie nieświadomi pojawienia się na tym świecie dwóch gości, którzy postanowili całkowicie zmienić życie pewniej maginy.

 

----------------------------------------------

 

We Wróżkowym Wzgórzu dziewczyny powitały dzień cichymi przekleństwami i mnóstwem jęków. Każdej mieszkance przydarzyło się tego dnia jakieś nieszczęście. Cana zgubiła ostatni zapasowy klucz do swojej skrytki na alkohol, a Laki prawie straciła głowę przez jedną z jej maszyn tortur. Evergreen zniszczyła jeden ze swoich pomników, który spadł na jej najładniejsze kwiaty natomiast Levy została przygnieciona przez kilka stosów książek. Wendy próbując rozczesać swoje włosy zaplątała w nich tylko szczotkę tak mocno, że bez pomocy nie dałaby rady ją wyciągnąć, a Carla spiesząc się do kuchni źle wycelowała tor lotu i uderzyła o ścianę obok drzwi, przez co podczas całego śniadania nie do końca rozumiała, co się wokół niej dzieje. Erza zaraz po wyjściu z pokoju zaczęła siać terror wśród współlokatorek, bo przez nieuwagę potrąciła jedną ze swoich zbroi, która jak na ironie wywołała reakcje łańcuchową pociągając za sobą też inne. Tylko Juvia nie miała takiego pecha, ale gdy zobaczyła deszcz popadła w wielką depresję i tylko go zwiększyła swoim złym humorem.
- Idziemy do gildii! - Zażądała Tytania zaraz po śniadaniu.
Żadna z dziewczyn nie zamierzała się sprzeciwić, Erzie w złym humorze, więc posłusznie przygotowały parasole i płaszcze by po chwili wyjść z budynku w dobrze znanym kierunku. Każda z nich cicho modliła się by w gildii został jeszcze duży zapas ciasta truskawkowego, dzięki któremu można było udobruchać Tytanie.

 

----------------------------------------------

 
- Ohayo! - Wesołe krzyki Hitomi i Ayame rozniosły się po gildii.
- Ohayo Hitomi, Ayame! - Odpowiedzieli im wszyscy magowie.
Kotka od razu udała się w jakiś ciepły i suchy kąt, po czym zasnęła. Dziewczynka natomiast rozejrzała się po budynku jednak widząc machającą Mirę szybko podbiegła do baru. Podjęła się kilku prób wejścia na stołek i gdy wreszcie jej się to udało uśmiechnęła się szeroko pokazując swoje wyostrzone kły.
- Dzisiaj też będziesz mi pomagać? -Spytała przyjaźnie barmanka.
- Hai! - Wykrzyknęła Smocza Zabójczyni -Mogę już zacząć?
- Tak, ale... - Zawiesiła głos i popatrzyła groźnie na dziewczynkę - Najpierw musisz założyć fartuszek!- Wykrzyknęła rozpromieniona i podała Hitomi niewielki pakunek.
Smocza wychowanka przez kilka sekund pożerała wzrokiem swój prezent, ale szybko zabrała się do rozdzierania brązowego papieru.
- Jaki śliczny! - Pisnęła.
Fartuszek rzeczywiście był bardzo ładny. Po założeniu go przez Hitomi okazało się, że sięgał do połowy sukienki dziewczynki. W odcieniu delikatnego fioletu idealnie pasował do jej ubrania. Tuż pod szwem na samej górze różowymi literami został wyhaftowany duży napis "FAIRY TAIL". W pasie była przewiązana różowa wstążeczka a zaraz pod nią Mira zamieściła duży znak gildii o tym samym odcieniu.
- Dziękuje Mira-san! - Hitomi z prędkością światła dopadła do białowłosej i mocno ją przytuliła.
- No już, już! Nie trzeba - zaśmiała się najstarsza Strauus.
Hitomi szybko wzięła się do roboty. Zaniosła kufle Macao i Wakabie, naszykowała ciasto dla Erzy, umyła naczynia z pomocą Miry i zmiotła podłogę za barem.  Potem mogła sobie zrobić krótką przerwę do czasu aż magowie nie złożą nowych zamówień.
- Jeszcze trochę a będę musiała ci ustąpić miejsce za barem - zaśmiała się najstarsza Strauus siadając na stołku obok Smoczej Zabójczyni.
-Dlaczego? Przecież nic nie robię! - Zdziwiła się dziewczynka.
- Zrobiłaś prawie wszystko to, co ja miałam do zrobienia i podbiłaś chyba serca kilku magów.
- Naprawdę?
- Tak!
- Mama będzie ze mnie dumna? - Nadzieja w głosie złotowłosej była aż nazbyt widoczna.
- Oczywiście! - Nagle na ustach barmanki pojawił się uśmiech niewróżący nic dobrego. - A co tam u niej i Natsu?
- Znowu na niego nakrzyczała i... Pobiła go patelnią, bo wszedł mokry przez okno. Happy też oberwał, gdy powiedział, że mama i Natsu-sensai się lubią.  Potem wszyscy zjedliśmy śniadanie i mama powiedziała, że za karę chłopcy będą musieli pójść po coś do sklepu, ale nie wiem, po co bo to było zapisane na jakiejś małej karteczce. Mama nas później odprowadziła do gildii, ale nie chciała wejść, bo stwierdziła, że musi przypilnować "tych idiotów" i obiecała, że odbierze mnie o drugiej - Szybko wyjaśniła dziewczynka.
- A wiesz może... - Mira nie dokończyła, bo przerwał jej trzask otwieranych drzwi.
Magom w gildii mignęła tylko burza brązowych włosów, gdy Cana przebiegła przez nią i dopadła beczki wina, którą w kilka sekund opróżniła do połowy. Evergreen głośno tupiąc podeszła do Freeda i Bickslowa a następnie usiadła obok nich z naburmuszoną miną. Juvia powlekła się do jednego z krzeseł przy oknie i zrezygnowana patrzyła na deszczową pogodę. Laki, Levy i Wendy trzymająca Carle przygnębione podeszły do baru.
- Co jest dziewczyny? Wszystkie okresu dostałyście, że jesteście takie przygnębione? - Kpił Gray, a siedzący przy nim Elfman, Max, Waren, Jet, Droy i Nab zawtórowali mu śmiechem.
- Gray! - Jedno warknięcie od strony drzwi natychmiast uciszyło każdego z magów.
Do budynku wkroczyła wściekła Erza. Niektórzy skulili się ze strachu, gdy spojrzeniem zlustrowała gildię, ale na powrót natrafiając na Maga Lodu przywołała jeden ze swoich mieczy. Powoli zaczęła iść w stronę chłopaka. W oczach widać było chęć mordu, gdy przyłożyła broń do jego szyi.
- Coś mówiłeś? - Spytała głosem tak zimnym, że mogłaby nim zamrozić większą część gildii.
Hitomi w tym czasie pobiegła na zaplecze i naszykowała tam kawałek ciasta truskawkowego. Cicho modliła się by to zadziałało na tyle żeby Tytania straciła zainteresowanie swoją ofiarą .
- Raz kozie śmierć! - Zawołała w myślach i wróciła do pozostałych członków gildii.
- Erza-san! Zobacz! Nałożyłam ci ciasto! Wiesz, że Mira-san pokazała mi jak je pokroić i sama mogłam podzielić je na kawałeczki! Spróbujesz czy dobre? Ja myślę, że jest pyszne, bo Mira zrobiła je w naszej gildii! O! Jaki duży miecz! Nie jest ciężki? Nie, na pewno nie, bo jesteś strasznie silna! A gdzie go kupiłaś? Opowiesz mi? - Hitomi zrobiła to, co dzieci robią najlepiej - gadała.
Na chwilę znowu zapadła nerwowa cisza. Wszyscy z niepokojem zerkali raz na fioletowooką a raz na szkarłatnowłosą czekając prawdopodobnie na werdykt czy dziecko i Mag Lodu przeżyją.
- Bardzo chętnie - Najsilniejsze kobieta Fairy Tail puściła Gray'a, pochwyciła ciasto i ruchem ręki kazała Smoczej Zabójczyni iść za sobą.
Wszyscy odetchnęli, gdy Erza z uśmiechem zaczęła opowiadać historię miecza. Wendy odzyskawszy część humoru podbiegła do rozmawiających magiń i usadowiła się obok złotowłosej dołączając nieśmiało do rozmowy. Fullbuster posłał swojej wybawczyni wdzięczne spojrzenie, a Juvia jakby dopiero zauważając, jakie niebezpieczeństwo czyhało na ukochanego zaczęła się do niego przytulać ze łzami w oczach i przepraszać za brak interwencji. Macao i Wakaba głośno się śmiejąc porównywali zachowanie Maga Lodu i Maginy Wody do zachowania osób z przeszłości. Romeo z szerokim uśmiechem usiadł obok zarumienionej Wendy i włączył się do rozmowy, która zeszła na przeżyte przez Erzę walki. Pozostała męska część gildii na nowo rozpoczęła swoje kłótnie i małe wojny robiąc normalny dla Fairy Tail hałas. Dziewczyny natomiast zabrały się za plotkowanie oceniając najpierw wydarzenie z przed chwili, następnie zeszły na chwalenie nowego fartuszka Hitomi, a potem pozostały na temacie związków między magami w gildii. Nikt z obecnych nawet nie zorientował się, gdy ciężkie czarne chmury zostały zastąpione delikatnymi promieniami słońca.


----------------------------------------------
 

(tymczasem u Lucy, Natsu i Happiego)

 
- TY IDIOTO!!! - Wrzask dziewczyny rozniósł się po całej okolicy.
- Lucy?! Dlaczego jesteś różowa?! - Krzyk zaskoczonego chłopaka nie był tak głośny jak jego towarzyszki, ale bez trudu można było go usłyszeć po drugiej stronie kanału.
- BO WYLAŁEŚ NA MNIE FARBĘ! - Razem z głosem dziewczyny słychać było odgłos uderzających o siebie puszek.
- AAA! Dlaczego mnie też oblałaś?! - Znowu można było usłyszeć chłopaka.
- Natsu! Jesteś niebieski! A ty Lucy różowa! - Odezwał się panicznie trzeci głos, po czym zapadła chwila ciszy - WY SIĘ LUUUBICIE!
- Chodź tu ty głupi kocurze! - Lucy prawdopodobnie złapała kota, bo zaczął panicznie wołać o pomoc.
- Nie tylko nie do fioletowej! Nie chce być fioletowy! - Zwierzak zawył żałośnie.
Starsze małżeństwo mieszkające po drugiej stronie kanału uśmiechnęło się do siebie porozumiewawczo.
- To, co obstawiasz? - Kobieta spytała się swojego męża.
- Moim zdaniem są młodym małżeństwem! - Mężczyzna uśmiechnął się dumnie jakby podzielił się z żoną wspaniałym odkryciem.
- Niestety znowu się mylisz Jacob- zaśmiała się kobieta.
- Tak? A ty skąd niby wiesz, że nie są małżeństwem? - Zapytał oburzony Jacob.
- Po pierwsze należą do gildii i t nie byle, jakiej bo jest nią Fairy Tail - zaczęła wyliczać kobieta. - Po drugie, gdy mijałam tą parkę jakiś czas temu na ulicy, słyszałam jak dziewczyna prosi tego różowowłosego o dyskrecje ich nowego związku, a po trzecie chłopak jeszcze wczoraj zadeklarował, że "teraz łatwiej mu będzie wchodzić przez okno", a co za mąż wchodzi do swojego domu przez okno? - Starsza pani zadała retoryczne pytanie, ale widząc nerwowy uśmiech męża tylko westchnęła głośno. - No tak! Ty tak robiłeś!
- Przesadzasz. To było dawno temu zdarzyło mi się to tylko kilka razy.
- Szkoda tylko, że jak zgubiłeś klucze to właśnie takim sposobem wniosłeś nasze dzieci do domu! A Rob ci jeszcze w tym pomagał! - Po raz kolejny zezłościła się kobieta przypominając sobie tą aferę.
- To było jeszcze za czasu, gdy to my należeliśmy do Fairy Tail. - Oboje jednocześnie uśmiechnęli się do szczęśliwych wspomnień, ale zaraz potem także jednocześnie posmutnieli.
- Rob niedługo potem poszedł na misję, ale nie udało mu się powrócić do Magnolii. Maggi cały czas wierzyła, że wróci, ale musiała zapłacić czynsz i nic nam nie mówiąc ona także poszła na misje - dodała żona Jacoba.
- Była w dziewiątym miesiącu ciąży. Zaczęła rodzić na jakiejś polanie, a poród był ciężki i niestety nie udało jej się go przeżyć. Zanim jednak umarła znalazł ją jakiś mieszkaniec miasta i spełnił jej ostatnią wolę przywożąc jej nowonarodzoną córkę Laurię do Fairy Tail. - Dopowiedziała tym razem kobieta z bólem w sercu.
- Postanowiliśmy się nią wtedy zaopiekować do czasu aż Rob skończy misję jednak nie wiedzieliśmy, że stał się niewolnikiem zabranym do Wierzy Niebios. Wychowaliśmy Laurię na wspaniałą kobietę szkoda tylko, że nigdy nie obudziła w sobie magii. - Mężczyzna przypomniał sobie o wielokrotnych próbach i treningach, których podejmowali się wszyscy przyjaciele z gildii.
- Ech... Nie przypominaj mi - Westchnęła kobieta.
- Bonnie... Ty chyba nie zamierzasz się wtrącać do ich związku, prawda? - Jacob wskazał na dom, z którego już nie było słychać kłótni.
- Zobaczymy - uśmiechnęła się jego żona.
- Bonnie! - Zawołał załamany mężczyzna, ale kobieta tylko się głośno zaśmiała.

 

 

----------------------------------------------

(tak koło południa)

 
Natsu, Lucy i Happy siedzieli oparci o siebie i spoglądali na wykonaną pracę. Jasnozielone ściany na korytarzach dawały poczucie spokoju.  Słonecznie żółte ściany w kuchni idealnie pasowały do już się tam znajdujących jasnobrązowych płytek. Błękitno -białe ściany w łazienkach zostały wykonanie z niezwykłą precyzją. Salon pomalowany na szkarłatny kolor miał ładnie komponować się z ciemnymi meblami, które zamierzała kupić Lucy. Pokój Hitomi na szczęście nie zmienił koloru, ale w pokoju z łóżkiem na ściany została nałożona jasnoróżowa farba. Do spiżarni prowadziła ukryta pod małym dywanikiem klapa, która była umieszczona w kuchni.
- Bez ich pomocy nie skończylibyśmy tego dzisiaj - Wspomniała Heartfilia.
Dziewczyna mówiła o niespodziewanym przybyciu Gwiezdnych Duchów, które postanowiły pomóc zaraz po ich małej wojnie, przez którą nadal mieli na sobie nietypowe kolory.
- Prawda - mruknął Natsu.
- Idziemy do gildii? - Spytała dziewczyna przypominając sobie o późnej godzinie i córce czekającej w Fairy Tail.
- Jasne! - Chłopak nagle poderwał się z szerokim uśmiechem, przez co jego towarzysze upadli na ziemię.
- Natsu! - Warknęła Lucy i także wstała patrząc groźnie, na różowowłosego.
- Co? - Salamander zdawał się nie widzieć w swoim zachowaniu powodu złości Heartfilii.
- Nic... Chodźmy już - westchnęła zrezygnowana dziewczyna.
- Idziemy Happy! - Dragneel zawołał swojego towarzysza, ale odpowiedziała mu tylko cisza.
- Zasnął... - Zdumiał się dziewczyna, ale po chwili z szerokim uśmiechem podniosła kotka i przytuliła go delikatnie do piersi. - Teraz jest taki słodki!
- Lepiej go obudź, bo jeszcze się przyzwyczai i nie da ci potem spokoju - burknął Salamander piorunując spojrzeniem exceeda.
-Zapomnij.  Jeśli go obudzą znowu zacznie mówić, że jestem gruba - fuknęła kluczniczka i wygodniej ułożyła Happiego w swoich ramionach.
W milczeniu wyszli z mieszkania a właściwie tylko dziewczyna była cicho, bo chłopak cały czas głośno marudził. Jednak po pięciu minutach Lucy miała już tego dość i w bardzo dokładny sposób wytłumaczyła Natsu, jakich technik swojego Eldorańskiego odpowiednika użyje, jeśli on się wreszcie nie zamknie. Zaskoczył ją fakt, że naprawdę był już cicho, ale tylko do czasu aż doszli do gildii.
- Wróciłem! - Salamander jak zwykle kopnął w drzwi z wielką siłą prawie wyrzucając je z nawiasu, ale reszta magów przyzwyczajonych już to takiego wejścia, różowowłosego tylko odpowiedziała mu wesołymi okrzykami dopóki nie zauważyli jego wyglądu.
- Ohayo! - Lucy pojawiła się za ramieniem Dragneela, ale widząc zaskoczone miny innych członków gildii niepewnie wyminęła chłopaka i rozejrzała się szukając przyczyny ich zachowania.
- Coś się stało? Mam coś na twarzy? - Zapytała wreszcie po kilku minutach.
Spojrzała najpierw na swoje włosy i ubranie, potem na Happiego i na końcu przyjrzała się Natsu. Wszystko natychmiast się wyjaśniło. Wszyscy troje całkowicie zapomnieli o swoim nietypowym wyglądzie, przez co nie usunęli farby znajdującej się na ich ciałach.
- Ten idiota oblał mnie farbą, a ja w ramach zemsty zrobiłam to samo. Happy się z nas podśmiewał, więc skończył tak samo jak Natsu - szybko wyjaśniła Heartfilia.
- Co jest z tobą płomyczku? Nie w formie? Najpierw dałeś się pobić patelnią a teraz dziewczyna oblała cię farbą! - Gray wyśmiał przyjaciela a dalsza część "rozmowy" mogła się skończyć tylko według jednego scenariusza.
- Oberwiesz za to lodówko! - Natsu nie zważając na dzielący go tłum magów skoczył w stronę Fullbuster.
Znowu członkowie Fairy Tail otrząsali się po małym szoku i powracali do zająć. Lucy dołączyła do reszty dziewczyn, które już szykowały pytania mniej lub bardziej przyzwoite. Hitomi oczywiście radośnie powitała swoją opiekunkę i sama zasypała ją pytaniami o dzień. Heartfilia zgrabnie unikała odpowiedzi, co nie uszło spostrzeżeniu pozostałych magiń. Po pół godzinie plotek temat zszedł na przygotowania do festynu, który miał się odbyć za miesiąc.
- Mira chciała zrobić tunel miłości tylko szuka jeszcze kogoś, kto go wykona, prawda? - Lisanna z uśmiechem przedstawiła koleżanką plan siostry. - Mira? - Spytała, gdy nie udało jej się wypatrzyć białowłosej.
- Gdzie ona jest? - Pytały siebie wszystkie plotkujące dziewczyny rozglądając się zdezorientowane.
- Może poszła do mistrza - zaproponowała Lucy siedząca na jednym ze stołków przy barze.
- Albo wyszła na chwilą na dwór - dorzuciła Levy.
- Nie. Mira-san poszła na randkę - Hitomi siedząca na kolanach opiekunki wesoło wymachiwała nóżkami przysłuchując się uważnie wszystkim dialogom.
- MIRA JEST NA RADNCE?! - Wrzasnęły wszystkie na raz wzbudzając zainteresowanie pozostałych magów.
- Hai! Słyszałam jak wymyślała na nią strój i zastanawiała się czy "on" się nie spóźni - Smocza Zabójczyni chętnie przekazała swoje spostrzeżenia.
- I kto by pomyślał? - Laki zdumiona potrząsnęła głową.
- Myślicie, że go znamy? - Levy zadała pytanie, na które nie spodziewała się twierdzącej odpowiedzi.
- Nie... Chociaż! Jeszcze przed tym trzymiesięcznym treningiem wymsknęło jej się o kimś ze "wspaniałymi manierami" a zaraz potem się zaczerwieniła - przypomniała sobie Lisanna.
- Wiecie... Mira tak często nas paruje z różnymi chłopakami z gildii i... Może czas byśmy się jej odwdzięczyły? - Zaproponowała Lucy przypominając sobie o licznych i krępujących pytaniach na temat Natsu, jakie Strauus jej zadawała.
- Będziemy ją śledzić! - Zadecydowała Erza także pamiętając o dziwnych sugestiach maginy klasy S.
- Mogę się dołączyć? - Spytała się szybko Levi mając w pamięci scenę, gdy Mira opowiadała jej jak wyobraża sobie dzieci jej i Gajeela.
- Juvia też chce! Mira odstraszała Graya-sama mówiąc "miłość" za każdym razem, gdy Gray-sama był w pobliżu Juvi
- Magini Wody chętnie dołączyła do spiskowczyń.
- Ja chce zobaczyć, z kim się spotyka, więc mogę się dołączyć - Lisanna też zgłosiła swój udział.
- Ja też jestem tego ciekawa. Może, więc na mnie liczyć - oznajmiła Laki.
- Może wam się przydać pomoc prawdziwej wróżki - Evergreen dołączyła do reszty członkiń planu.
- Też wam pomogę - zadeklarowała już trochę upita Cana.
- Zaczynamy obserwować ją od jutra. Wyznaczę dla was warty i przekaże grafiki, kiedy będziecie ją śledzić. Zrozumiano - Tytania przejęła dowództwo nad dziewczynami.
- Hai!
- Więc rozpoczynamy akcję "Demon" - słowa szkarłatnowłosej wywołały szatańskie uśmiechy na twarzach pozostałych magiń.

 

 

~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~

 

Pisałam ten rozdział przez ostatni tydzień i jakoś ciągle wydawał mi się za krótki a szkoła przeszkadzała mi w napisaniu go raz a dobrze. Dziękuje wszystkim za komentarze, które bardzo mnie zmotywowały do skończenia tego rozdziału jeszcze w tym tygodniu.
Wiem, że nie komentowałam w ostatnim czasie, ale nie miałam do tego głowy.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to wszystko.
Ani-chan

środa, 10 kwietnia 2013

Zmian ciąg dalszy...


Hej kochani!
Niedawno moje przyjaciółki dały mi do zrozumienia, że początek mojego blogu to katastrofa. Jest pełno niedomówień i ogromna ilość błędów, więc postanowiłam edytować około 6 pierwszych rozdziałów.
Co się zmieni?
Jak już wspomniałam dopisze drobne kawałki, żeby nie było takich wielkich luk pomiędzy jednym zdarzeniem, a drugim. Dodatkowo rozdziały nie będą już w pierwszej osobie. Prawdopodobnie pojawi się też więcej opisów.
O zakończeniu zmian poinformuje was nowy tytuł bloga. Już kiedyś wspominałam, że będzie inny szablon, ale nie mam teraz głowy do szukania kogoś, kto go zrobi.
To chyba na tyle.

...

A! Zapomniałabym! Pamiętajcie o głosowaniu w ankiecie! Dziękuje wszystkim, którzy już wzięli w niej udział i zachęcam pozostałych!

Wasza
Ani-chan

niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 10 - Przebudzenie Największej Swatki Fairy Tail

Znowu nie wiedziała gdzie jest. Leżała też na czyś miękkim i była przykryta czymś ciepłym. Czy była u siebie w domu? Nie, na pewno nie. Wiec gdzie była? Krzyki i odgłosy walki wskazywały na gildię, ale dlaczego była w Fairy Tail? Ostatnie, co pamiętała to głos Muscy mówiący... coś. Tylko, co? Zdała, czy nie? Musiała sprawdzić, więc otworzyła oczy.
- Lucy? Jak się czujesz? - Głos Natsu zabrzmiał gdzieś z lewej strony.
Dziewczyna delikatnie odwróciła głowę w stronę swojego ukochanego. Szeroki uśmiech na ustach przeczył zdenerwowaniu w oczach.
- Nie, tylko jestem zmęczona. Co się stało? Która jest godzina?
- Niedawno minęła siedemnasta, więc nie musisz się martwić. Juvia znalazła cię dwie godziny temu. Nieprzytomną. Podobno w bardzo krótkim czasie straciłaś bardzo dużą ilość magii. Pamiętasz coś? - Chłopak przestał się uśmiechać, ale widać było, że jej odpowiedź uspokoiła go, chociaż w małym stopniu.
Dziewczyna szybko streściła wydarzenia podczas drugiej próby. Pominęła jednak części z założoną przez nich rodziną i z zostaniem dożywotną strażniczką Hitomi. Nie chciała go martwić. Już całkiem spokojny Natsu uśmiechnął się i oznajmił, że przy nim nic się jej nie stanie. Wiedziała, że tak będzie, zawsze było.
- Mamo! - Wyrwane drzwi od pokoju i głos Hitomi to jedyne, co zapowiedziało jej skok w stronę łóżka i niedźwiedzi uścisk miażdżący ciało brązowookiej.
- Nie zostawiaj mnie! Już nigdy nie będę walczyć i zrobię wszystko, co będziesz chciała! Tylko bądź nadal moją mamusią! - Po wypowiedzeniu tych kilku zdań Smocza Zabójczyni zaniosła się głośnym szlochem chowając twarz w bluzkę Heartfilii.
Lucy delikatnie objęła dziecko. Było jej wstyd za swoje ostatnie zachowanie. Była wtedy za bardzo zdenerwowana i przestraszona, by wymyślić coś innego zmuszającego Hitomi do pozostania w gildii. Wiedziała, że w każdej chwili najsilniejszy z nich może zaatakować. Ona nie miała jeszcze wystarczająco dużo siły. Nie miała odpowiedniej magii, a nikt nie mógł przejść próby za nią. Dlatego się bała. Mogła zawieść.
- Hitomi spójrz na mnie - dziecko po chwili popatrzyło na swoją opiekunkę zaczerwienionymi od płaczu oczami - Nie powinnam wtedy tego mówić. Przepraszam. Powinnam ci wyjaśnić, że muszę iść... - brązowooka spuściła głowę -...Przepraszam.
- Mamusiu... Dlaczego musiałaś gdzieś iść? Przecież mogłaś mnie zabrać ze sobą! - Dziewczynka natychmiast przestała się martwić i w jej oczach zamiast smutku pojawiło się zainteresowanie.
- W Magnolii zjawił się Gwiezdny Duch... Tylko nie pamiętam czy przeszłam próbę...
- Zaraz zobaczymy! - Smocza Zabójczyni wyciągnęła z kieszonki sukienki małą, brązową sakiewkę.
Klucze upadły na dłoń Lucy z cichym dźwiękiem. Dziesięć złotych kluczy błysnęło wesoło złotym światłem, a po chwili pięć srebrnych zrobiło to samo. Jednak w żaden sposób nie zareagowały białe klucze. Lucy po raz pierwszy przyjrzała im się dokładnie.
Różniły się od normalnych kluczy. W miejscu znaczka przynależności miały kontur danego zwierzęcia. Nie był on też narysowany, a wysadzany pięknymi kamieniami w odpowiednim kształcie. Przynależność Muscy była zrobiona z obsydianu o delikatnym połysku, a znak Cygnusy został wykonany z lekko błękitnej perły.
- Piękne! - Pisnęła Hitomi dotykając delikatnie pięknego wzoru na kluczu Muchy i cudownych skrzydeł na kluczu Łabędzia.
- Niedługo pokaże wam jak działają tylko najpierw chodźmy na dół. Nie wiem jak wy, ale ja jestem głodna - Brzuch Lucy zaburczał jak na potwierdzenie jej słów.
- Będę pierwsza! - Krzyknęła Hitomi i zerwała się z miejsca.
Natsu i Lucy popatrzyli na siebie, ale sekundę później na ich ustach pojawił się uśmiech. Popędzili za Smoczą Zabójczynią, którą szybko dogonili. Już we trójkę krzycząc i śmiejąc się dołączyli do reszty członków gildii.

----------------------------------------------

W jednym z domków przy ulicy Truskawkowej już od rana zaczęło się wielkie malowanie pokoi. Urodziny Hitomi zbliżały się nieubłaganie, a Lucy nie zamierzała czekać do ostatniej chwili. Zaraz po przyjściu do gildii poprosiła Mirę o opiekę nad swoją córką i znalazła "ochotnika" do pomocy. Natsu na samym początku nie miał zamiaru przerywać walki z Gray'em, ale Lucy była bardzo... przekonująca. Tak, więc chłopak skończył z pędzlem w ręku malując na fioletowo ścianę w przyszłym pokoju Hitomi.
- Jestem głodny! - Jęknął po raz kolejny Dragneel i złapał się za burczący brzuch.
- Już ci mówiłam, że dostaniesz jedzenie jak skończysz tą ścianę! - Krzyknęła już podenerwowana Lucy ciągłymi jękami chłopaka.
- No nie... - Smoczy Zabójca przerwał w pół zdania widząc groźne spojrzenie dziewczyny i bez słowa zabrał się szybko do pracy.
Lucy też zaczynała robić się głodna, więc także przyśpieszyła tempo malowania swojego kawałka pokoju. Nie minęło nawet pół godziny, a oni już cieszyli się efektami pracy i jedli kanapki wcześniej przyszykowane przez Lucy. Przez resztę dnia udało im się pomalować jeszcze dwa pokoje robiąc sobie tylko kilka krótszych przerw na uzupełnienie zapasów energii i jedną dłużą na zjedzenie obiadu w jednej z knajpek niedaleko. Do gildii wrócili dopiero po kilku godzinach nieobecności.
- Lucy! - Od strony baru dobiegło radosne nawoływanie Miry.
- Ohayo! Dziękuje, że zajęłaś się Hitomi - Blondynka usiadła na jednym ze stołków naprzeciwko barmanki. - Nie miałaś z nią kłopotów?
- Oczywiście, że nie Bardzo miło spędziłyśmy razem dzień i wiesz, że dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy...
Błysk w oku starszej Strauss był jedną z najgorszych wróżb gildii. Oznaczał przebudzenie się Największej Swatki Fairy Tail na myśl, której drżały wszystkie wróżki. Była bezlitosna i nie oszczędzała nikogo. Więzi rodzinne przestawały mieć znaczenie, wieloletnie przyjaźnie szły w odstawkę dopóki Mirajane nie osiągnęła celu i nie zeswatała wybranych magów. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że nawet najwięksi wrogowie dzięki jej metodą zawsze stawali się szczęśliwym małżeństwem z gromadką uroczych dzieciaków
Lucy przełknęła głośno ślinę. Jeśli pogłoski, które słyszała miały okazać się prawdziwe to najpewniej długo już nie zazna spokoju.
- Tak? Jakich rzeczy? - Brązowooka spróbowała dojść jak blisko prawdy jest jej przyjaciółka.
- Tak tylko słyszałam o bardzo częstych wizytach Natsu, wymykaniu się z nim z gildii i tych nocach, gdy mówisz przez sen...
- Ja nie mówię przez sen! - Zawołała Lucy do już odchodzącej Miry.
Załamana oparła głowę o blat baru chcąc zniknąć do czasu aż Strauss upatrzy sobie nowe ofiary. Już trochę podpita, Cana, która przysłuchiwała się całej rozmowie, posłała blondynce uśmieszek współczucia i rozbawienia.
- Mamusiu? Co się stało? - Hitomi położyła brązowookiej błoń na ramieniu.
- Nic kochanie. Wracamy do domu? Opowiesz mi jak minął ci dzień.
- Hai! Ayame idziemy! - Dziewczynka zawołała swoją przyjaciółkę i we trzy ruszyły do aktualnego miejsca zamieszkania.
- No to opowiedz jak było pod opieką Miry? - Spytała się Lucy, gdy minęły jeden z licznych parków Magnolii.
- Mira-san pozwoliłam mi pomagać w pracy przy barze! Gdy Ayame znowu poszła trenować z Happym trochę mi się nudziło, więc mira pozwoliła mi zanosić zamówienia! Najczęściej nosiłam butelki z sake dla Cany-san, ale raz przyturlałam nową beczkę! Nie wiem gdzie ona mieści ten cały alkohol! Erza-san też często zamawiała ciasto truskawkowe. Jak spytałam się jej, dlaczego nie jest gruba jedząc tyle słodkiego, ona powiedziała, że kalorie boją się do niej przyjść. Mamo, dlaczego tak powiedziała? Przecież kalorie nie mogą się nikogo bać, bo nie mają rozumu. Ja myślę, że to, dlatego bo zawsze nosi tą ciężką zbroje! Jak później się jej spytałam czy mogę potrzymać jeden z jej mieczy on okazał się strasznie ciężki! A to był tylko miecz, więc ile musi ważyć taka zbroja? Ja myślę, że z tonę albo i dwie! Mamusiu ty też tak myślisz? Jak spytałam o to Mirę- san ona powiedziała, że na pewno mniej, ale ja nadal uważam, że waży dwie tony! Potem miałyśmy z Mirą-san przerwę na obiad i długo rozmawiałyśmy. Mira-san mnie pochwaliła za pracę i poprosiła żebym opowiedziała jej trochę o tym jak się mi się u ciebie mieszka. Ja naprawdę lubię twój dom! Chciałabym mieć tylko własny pokój, ale i tak jest dobrze! Bardzo lubię też jak przychodzi Natsu-sensai. Wtedy jest jeszcze weselej! Uważam, że stworzylibyśmy radosną rodzinę! Ty już jesteś mamusią, ale jakbyś bardzo polubiła Natsu-sensei to on zostałby tatusiem! Ja byłabym waszym adoptowanym dzieckiem, a Ayame i Happy nadal mieszkali z nami, jako przyjaciele! No i mielibyście dużo dzieci! Najpierw chłopczyka, a później dwie bliźniaczki! Z czasem urodziłoby się jeszcze osiem dzieci, a następnie jeszcze dziesięć! No i później jeszcze dwadzieścia na raz, żeby w domu zawsze było wesoło! I każdy z dzieci umiałby podpalić dowolną rzecz, dlatego byś się ciągle złościła i otwieraliby ciągle bramę Aquarius, żeby to gasiła, a ona by się złościła i zalewała nam dom wodą!
- A Happy i Carla znieśliby dużo jajek dla każdego z następnych dzieci, które ciągle by się rodziły! - Dorzuciła Ayame.
Lucy jedyna się nie odzywała tylko z wielkim uśmiechem przysłuchiwała się coraz bardziej fantazyjnym wymysłom swoich podopiecznych. Gdy wreszcie dotarły do domu Hitomi ustaliła z Ayame, że dwudzieste dziecko będzie dziewczynką z jednym czarnym okiem, a drugim brązowym i o pomarańczowych włosach, która wyjdzie za mąż za jednego z synów Gray'a.
Po kilku minutach bezustannego planowania przyszłości opiekunki Hitomi spojrzała ma Lucy błagalnym wzrokiem. - Mamusiu, a jutro też będę mogła zostać z Mirą-san?
- Jasne! Mam trochę spraw do załatwienia, więc pewnie wrócę wieczorem - Heartfilia ucieszyła się na myśl, że jeszcze ma przynajmniej jeden dzień na remont domu w czasie, gdy nie będzie musiała się zastanawiać, co zrobić z podopiecznymi.
Reszta wieczoru mieszkanek jednego z apartamentów przy ulicy Truskawkowej minął na wspólnej zabawie, oglądaniu zdjęć i w końcu na czytaniu na dobranoc jednego z opowiadań Lucy. Niedługo później zgasło światło i dziewczyny udały się w objęcie Morfeusza z uśmiechem na ustach i miłymi wspomnieniami z tego wspaniałego i słonecznego dnia.

~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~

Powiem wam szczerze, że do dzisiaj nie miałam ani grama weny. Jednak, ponieważ ten rozdział pisałam już od kilkunastu dni, próbując wymyślić coś mającego, choć trochę sensu, więc proszę o wyrozumiałość.
Nie wierze, że to piszę, ale jestem dumna z długiego monologu Hitomi. I pomyśleć, że opowieść mojej ośmioletniej siostry o drzewie genealogicznym jakiś jej ulubionych postaci z bajek idealnie nadaje się do przerobienia na wypowiedź Hitomi.
Jeszcze mam do was dwie prośby.
1.
Komentujcie! Chce poznać wasze zdanie, bo jeśli nie podoba wam się coś zawsze mogę to zmienić.
2.
Weźcie udział w ankiecie, bo nie mogę się zdecydować co będzie lepszym wyjściem.


Zapomniałabym jeszcze! Wejdźcie na http://amy-p11.blogspot.com/. Dostałam dedykację jej pierwszego rysunku! (Tylko dlaczego nazwała mnie smerfem -.-)

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 9 - Wybór

W gildii Fairy Tail już od godziny było słychać jak dwie maginie krzyczą na swoich podopiecznych. Dzieci, które rzeczywiście zawiniły teraz siedziały cicho ze spuszczonymi głowami bojąc się nieuniknionej kary.
- Czy wy nie umiecie przewidzieć konsekwencji?! - Podczas tej kłótni okazało się, że Yosei ma bardzo donośny głos.
- Myśleliście, że nikt nie zauważy takiej walki?! Nie, bo przecież wy nie myśleliście! - Lucy wcale nie była gorsza w głośności wypowiadanych słów.
Heartfilia tak naprawdę najbardziej zła była na siebie. Gdyby była wtedy w gildii, nie doszłoby do tej bitwy. Była przerażona, gdy kilka minut po powrocie gildii wyczuła jednego z wrogich Gwiezdnych Duchów, który dotarł do Magnolii. Teraz wiedziała, że jest coraz bliżej i pewnie nie obejdzie się bez walki z nim. Postanowiła, że musi zmusić Hitomi, by została w gildii. Tylko jej przyjaciele byli w stanie obronić Hitomi. Serce jej się krajało na myśl, że będzie musiała użyć wszystkich dostępnych środków zniechęcających dziewczynkę do wyjścia z budynku, ale nie było czasu do stracenia. Musiała to zrobić.
- Hitomi, czy ty chcesz umrzeć? A może chcesz komuś coś udowodnić? Mnie? Natsu? Sobie? - Jej głos przestał być głośny, bo Lucy była już zmęczona i nie zamierzała krzyczeć, ale widziała po wyrazie twarzy dziewczynki, że ta wolała, gdy Heartfilia nie mówiła takim spokojnym               tonem. - Potężną magią wzywasz pożętych wrogów. Ja nie mam siły na nieustanną walkę. Wrócę tu wieczorem, a ty zastanów się czy na pewno chcesz ze mną zostać. Możesz zacząć się martwić dopiero wtedy, gdy nie wrócę po zachodzie słońca. Teraz do zobaczenia.
Ponieważ podczas krzyków stała przy barze to teraz musiała przejść przez środek oniemiałych członków gildii. Dopiero, gdy minęła drzwi Fairy Tail zdała sobie sprawę, że to, co zrobił nie było dla niej normalne. Gdyby zachowała się jak zwykle to najpewniej dałaby Smoczej Zabójczyni kare i wszyscy zapomnieliby o tym incydencie, ale teraz... Jak wróci będzie musiała im wszystko wytłumaczyć.
Dopiero teraz zorientowała się, dotarła do jednego z parków w Magnolii. Jednak jedyną niepokojąca rzeczą była nienaturalna cisza. Nie przewidziała tylko jednego. Gwiezdny Duch stał się dla niej niewyczuwalny, przez co nie wiedziała nawet skąd padł cios. Straciła przytomność.

----------------------------------------------

Co się stało? Gdzie jest? Umarła? Nie, jeszcze nie, ale co to za miejsce? Ostatnie, co pamięta to uderzenie w głowę... Dlaczego jej powieki są takie ciężkie?
- Lucy... Lucy, otwórz oczy - miły głos przedarł się przez ciemność.
- Kim jesteś? Co się stało? - Heartfilii udało się wreszcie uchylić powieki.
- Nazywam się Musca. Gwiezdny Duch Musca. Jesteśmy w twojej podświadomości i rozpoczęła się twoja druga próba. Jesteś gotowa? - Lucy, choć jeszcze trochę zdezorientowana spojrzała na kobietę. Gdzieś już słyszała to imię, ale nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie dokładnie.
Gwiezdny Duch miał ciemną skórę i czarne włosy. Czekoladowe oczy Muscy pokazywały jej wielką wiedzę i jeszcze większą ilość doświadczenia. Czerwona suknia i piękny szal dodawały jej wdzięku, ale i nie zakrywały licznych srebrnych tatuaży rozchodzących się po całym ciele.
Miejsce, w którym się znajdowały było otoczone tak gęstą mgłą, że dziewczyny ledwo się widziały. - Choć za mną - Musca podała leżącej Lucy rękę i pomogła jej wstać. Nagle mgła zaczęła się zmniejszać. Powoli ukazując dwa wielkie lustra. Obydwa miały złoconą ramę ozdobioną licznymi zawiasami. - Co to jest? - Lucy przejrzała się przedmiotom.- Dzięki tym lustrom będę mogła stwierdzić czy jesteś godna mojego klucza. - Dobrze, zaczynajmy. Tafla szkła przybrała barwę płynnego srebra i w jej wnętrzu zaczęły pojawiać się obrazy.- Podejdź bliżej - kobieta zachęciła blondynkę gestem ręki.
Tafla znajdująca się po lewej stronie nagle przybrała barwę płynnego srebra. Minęło może kilka sekund, gdy wreszcie zaczęły wypływać obrazy. Pierwszy, który wreszcie zaczął nabierać barw przedstawiał małą jasnowłosą dziewczynkę, której włosy delikatnie otulały jej drobne ciało. Piękna, prosta sukienka sięgała jej do kostek i konstatowała z ciemną skrzynką, w której leżała. Z trumną. Obraz powoli się wyostrzając pokazał tłum żałobników. Czterej mężczyźni podnieśli sarkofag i sceneria się zmieniła. Teraz magowie z Fairy Tail patrzyli jak ciało małej Hitomi jest składane do grobu. Gdy trumna dotknęła ziemi, tłum rozstąpił się ukazując młodą kobietę prowadzoną przez chłopaka, który był w tym samym wieku. Na ich palcach błyszczały złote obrączki, a kobieta trzymała się lekko za wielki brzuch wskazujący, że niedługo będzie rodzić. Lucy i Natsu w lustrze mieli dwa bukiety fioletowych kwiatów, które wrzucili na trumnę ich zmarłej podopiecznej. Dziewczyna nagle upadła na kolana głośno płacząc. Chłopak tylko ją przytulił. Z tłumu zaczęły wychodzić poszczególne osoby i składać inne kwiaty.
Lucy nie mogła już na to patrzeć. Skuliła się zasłaniając twarz rękami i czując pierwsze łzy spływające z jej oczu. Bała się, co jeszcze złego, by zobaczyła.
- Spójrz na lustro. To jest twoja próba i nie możesz jej przerwać - Musca przywołała blondynkę do porządku.
- Dobrze - szept złotowłosej był cichy, a głos niepewny, ale spojrzał posłusznie.
Smutna sceneria już dawno minęła. Teraz w tafli widać była grupkę około dwunastoletnich dzieci. Nagle troje z nich oderwało się od grupy biegnąc do wchodzących do gildii dorosłych.
- Mama! Tata! - Krzyczały wtulając się w złotowłosą kobietę i różowowłosego mężczyznę.
Najstarsza z nich miała różowe włosy i brązowe oczy migoczące psotnymi iskierkami. Pokazała swojemu ojcu jak wokół jej ręki tańczą płomienie w barwie czerwieni, pamarańczu i złota. Chłopiec, nie wiele młodszy od siostry, wyglądał jak malutki Natsu. Razem ze swoją najmłodszą siostrą, która wyglądała jak kopia swojej matki, opowiadał coś zawzięcie Lucy.
- Czy to nie słynne małżeństwo Dragneel wreszcie powróciło? Jak misja? - Pomarańczowo włosy chłopak podszedł do szczęśliwej rodzinki.
- Yo Kaze! Misja mogłaby być trochę trudniejsza, ale było wesoło - potomek smoka uśmiechnął się szeroko.
- Jasne płomyczku! Pewnie Lucy wszystkich załatwiła, a ty tylko umierałeś w jakimś pociągu na chorobę lokomocyjną! - Czarnowłosy mężczyzna, który siedział w bieliźnie i drażnił się z Natsu, to na pewno był Gray.
- Doigrałeś się mrożonko!
Walka, tak codzienna dla Fairy Tail, rozpoczęła się na nowo i trwała do chwili aż obraz znowu zmienił się w płynne srebro.
Hearfilia jeszcze chwilę wpatrywała się w taflę lustra aż stało się ono matowe. Nie wiedziała, co czuć. Była przerażona i zrozpaczona śmiercią Hitomi. Tylko, że... Zawsze marzyła o mężu i dzieciach, ale dopiero od niedawna zdarzały jej się myśli o Dragneelu w tej roli. Co to było? - Pytała siebie - Czy to jest... Przyszłość... PRZYSZŁOŚĆ! Magia Muscy polega na zaglądaniu w przyszłość!
- Masz rację, ale teraz popatrz w drugie lustro. To jeszcze nie koniec próby - Lucy mogłaby przysiądz, że Gwiezdny Duch czyta jej w myślach, ale posłusznie spojrzała na drugą, srebrną tafle z już pojawiającymi się obrazami.
Lustro pokazało pole przerażającej bitwy. Drzewa wyrwane z korzeniami zostały roztrzaskane i rozrzucone dookoła wielkiego krateru. Wszędzie była krew. Na każdej gałązce, ocalałym listku, strzępku ubrania. Najwięcej jej jednak było we wcześniej wspomnianym kraterze i było jej coraz więcej. Wypływała ze zmasakrowanej kobiety brudząc sukienkę łkającej dziewczynki leżącej na jej piersi.
- Mamusiu, nie zostawiaj mnie... Proszę mamusi... Nie zostawiaj... - Dziecko powtarzało te kilka słów jakby miało to pomóc umierającej i wyleczyć jej wszystkie śmiertelne rany.
- Zawsze... będę... przy... tobie... tylko... nie... będziesz... mnie... widzieć... - Kobieta ledwo wyksztusiła te kilka słów.
Na pierwszy żut oka już widać było, że nawet natychmiastowa pomoc nie zda się na nic. Jej ciało było zranione w każdym możliwym miejscu. Tam gdzie powinien być żołądek, teraz ziała krwawa pustka. Lewa ręka dziewczyny leżała kilka metrów dalej tuż obok jednego z jej uszu. Z niektórych miejsc na jej ciele zostały wyrwane kawałki skóry razem z mięśniami. Cały ten obrazek pokazywał, że kobieta nie umarła jeszcze tylko dzięki swojej woli.
- Natsu... się... tobą... zaopiekuję... Pożegnaj... go... ode... mnie... Jego... i... resztę... gildii... Niech... będą... szczęśliwi... - Słowa stawały się coraz cichsze, a przerwy między nimi coraz dłuższe.
- Mamusiu...
- Zostało... mi... jeszcze... tylko... jedna... rzecz... do... zrobienia... - Widać było, że po tych słowach zebrała resztkę magii i siły na ostatnie zdanie. - Otwórz się Kryształowa Bramo!
Gwiezdny mag został otoczony przez złote światło, które uniosło go lekko nad ziemię. Wszystko, co kiedyś należo do niej, w tym krew i oderwane kawałki ciała, teraz zostało zmienione w złoty pył. Resztka ciała kobiety też powoli zaczęła przemieniać się w magię i wznosić w stronę nieba.
- Żegnaj... - Szept kobiety był cichy, przeznaczony tylko dla uszu jej ukochanego dziecka.
Obraz zaczął się zmieniać, ale można było jeszcze zobaczyć jak magini zniknęła całkowicie, a magia wcześniej odebrana Hitomi, teraz zostaje jej zwrócona.
Lustro pokazało szybko przemijające obrazy grobu postawionego dla zmarłej. Z każdym rokiem odwiedzających go było coraz mniej aż została tylko jedna piękna dziewczyna.
Jej długimi blond włosami bawił się wiatr. Fioletowa sukienka sięgała jej do kolan i była tylko o kilka odcieni ciemniejsza od oczu.
- Mamusiu nie uwierzysz! Kaze mi się oświadczył! Za miesiąc ma się odbyć ślub, bo później będzie widać m brzuszek - delikatnie pogładziła miejsce gdzie pojawiło się nowe życie. - Córka Lissany Dragneel będzie niosła nam obrączki, ale trochę się boję, że je pogubi. Odkąd smoki powróciły na ziemię i postanowiły wychować dzieci Smoczych Zabójców, Lili stała się strasznie niezdarna i ciągle chodzi z głową w chmurach. Nie rozumiem... - Dziewczyna przerwała swój monolog w połowie nasłuchując, ale po chwili na jej ustach pojawił się ogromny uśmiech. - To Kaze mnie woła. Później przyjdę i opowiem ci resztę. Do widzenia mamusiu.
Dziewczyna odbiegła, ale na jej miejscu pozostała malutka świetlista kuleczka. Po kilku sekundach ruszyła w ślad za Smoczą Zabójczynią.
- Co to było? Te światełko - spytała się Lucy po zmatowieniu lustra.
- To byłaś ty. Chociaż twoje ciało umarło to twoja dusza pozostała strażnikiem i będzie nim aż do śmierci Hitomi. Dopiero później będziesz mogła opuścić ziemię - wyjaśniła Musca. - Teraz czas na twoją próbę. Jak już wiesz lustra pokazały ci dwie wersję przyszłości. W jednej spełniają się wszystkie twoje marzenia, ale Hitomi umiera. W drugiej umierasz oddając życie za twoją córkę i z czasem tylko ona o tobie pamięta jednak ty mimo tego pomagasz w spełnieniu marzeń innych członków gildii na przykład sprowadzając smoki z powrotem na ziemię.
- Już wybrałam - zaraz po zakończeniu wyjaśnień, Lucy bez zastanowienia wiedziała, co będzie dla niej najlepsze.
- Jesteś pewna?
- Hai.
- Dotknij, więc odpowiedniego lustra - mówiąc to Musca zachęciła ją ruchem ręki.
Hearfilia nie wahała się. Szybkim krokiem podeszła do luster z postanowieniem, że nie pozwoli sobie na śmierć. Nie zamierzała zostawić Hitomi jak to zrobiła jej smoczyca, ale nie pozwoli też żeby ona sama umarła. Dotyk ramy prawego lustra i cichy głos Gwiezdnego Ducha to ostatnie, co zapamiętała przed nadejściem ciemności.

~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~

Na początku chciałabym przeprosić wszystkich za moją nieobecność. Rozdział miał się pojawić w niedzielę i nie być taki beznadziejny, ale niestety nie udało mi się. Musicie wiedzieć, że wasza Ani-chan miała niedawno kolejną wiosnę życia za sobą i spędziła ją najpierw na powrocie ze zjazdu hufca, a później na porządkach w pokoju (wspaniały dzień nie ma, co) no i na końcu dostała szlaban na komputer do czasu aż wszystko w jej pokoju będzie błyszczeć, ale nie jest źle.

Chciałabym podziękować również z nominację do The Versatile Blogger Award. Dziękuję Yuna! Dziękuję Aya-chan! Niedługo dodam odpowiednią zakładkę.

Z okazji tych niedawnych i nieszczęsnych urodzin przed chwilą postanowiłam, że zmienię szablon i tytuł bloga może jeszcze w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Do usłyszenia!

sobota, 16 marca 2013

Gomenasai!

Gomenasai! Zawieszam bloga na dwa tygodnie. Możecie mnie zabić, torturować itp. ale ostatnio tyle się u mnie w domu dzieje że nie mam czasu na wymyślanie kolejnych rozdziałów. Może uda mi się wstawić coś wcześniej, ale nic nigdy nie wiadomo.

Jeszcze raz gomenasai!
Ani~chan

piątek, 8 marca 2013

Z okazji Dnia Kobiet

Ciemne pomieszczenie i nerwowe szepty dziewczyn tu siedzących. Po chwili na wielką scenę przed dziewczynami kieruje się snop światła ukazując brązowowłosą dziewczynę o niebieskich oczach.
- Witajcie kochane! Zanim tu przyszłam spotkałam kilka osób które chcą nam coś powiedzieć. Zapraszam ich teraz na scenę!
Po kilku sekundach braku reakcji dziewczyna znika za sceną. Słychać odgłosy szarpaniny i Ani-chan wraca ciągnąc za ogon Happiego.
- Przepraszam za drobne problemy techniczne. Oto nasz przedstawiciel płci męskiej! Wielkie brawa dla Happiego! - widownia klaszcze.

- Najwięcej witaminy mają
polskie dziewczyny.
I to jest prawda, to jest fakt,
dziewczęcy urok, wdzięk i takt.

Kotek skończył mówić i spojrzał z wyrzutem na blogerkę - Jesteś okrutna.
- Brawami podziękujmy naszemu niebieskiemu exceedowi! - mówiąc to Ani-chan wykopuje kota ze sceny. - A teraz zapraszamy Liliego!
Czarny exceed pojawia się obok niebieskookiej.

-Dzień Kobiet - jak inne dni od święta,
wymuszają właśnie na nich,
by chatka była sprzątnięta,
i uśmiech gościł na twarzy.
By taką była Panią piękną,
jak znany obraz na wystawie
a kobieta od święta, o spokoju tylko marzy.
Z widowni zaczęły nadlatywać kwiaty. Kot uśmiechnął się i wrócił za kulisy, a jego miejsce zajął młody mag ognia.
- Powitajmy Romeo!

-Życzę Ci abyś odnalazła: w ciszy swoje myśli i marzenia,
w bliskich Ci osobach siłę i piękno stworzenia,
w otaczającym świecie radość istnienia,
w kolorach, smakach i zapachach wielkość natchnienia,
a w sobie miłość.
- Dziękuję Romeo - tym razem na scenę wchodzą Jet i Droy.

-Marzec pięknie się wystroił,
W kole między dziećmi stoi
I gromadkę uśmiechniętą
Pyta: jakie dzisiaj święto?...

Zapamiętaj sobie - dzisiaj jest DZIEŃ KOBIET!

Marzec wyjął grosik srebrny,
Teraz będzie mu potrzebny.
Do kwiaciarni marzec pobiegł,
Kupić bukiet na święto kobiet.


- Dziękujemy chłopcą z Shadow Gear! Teraz natomiast zap... - huk przerwał dziewczynie, a po chwili na scenie pojawili się najbardziej wojowniczy chłopcy z gildii w składzie: Natsu, Gray, Gajeel, Elfman, Laxus i Max.
- Impreza! - Mistrz gildii pojawił się niewiadomo skąd.

Widownia oszalała. Duża część rzuciła się do walki, a reszta dobrała się do beczek z winem, które przyniosły Cana i Erza. Ktoś przyniósł bar, którym stanęła Mira.
- Nie ruszaj tego! To nie jest jedzenie! Zostaw dekorację! - autorka próbowała powstrzymać chaos, ale po kilku minutach dała sobie spokój.
- Korzystając z okazji ja też chcę złożyć wam wszystkim życzenia z okazji naszego święta! Mam nadzieje, że spełnią się wszystkie wasze marzenia i zachcianki. Dużo róż, serduszek i czekoladek oraz żeby to wszystko nie poszło w tyłek! Żegna was Ani-chan!

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 8 - Pierwszy rywal

Na pozostałościach śniegu nadal było można dostrzec ślady krwi. Drzewo, które tu rosło zostało "ozdobione" przez liczne ślady pozostawione przez ostrą broń. Dookoła porozrzucane były liczne gałęzie z rosnących niedaleko, połamanych krzewów i kawałeczki materiałów z kilkoma czerwonymi plamami. Śmiało było można stwierdzić, że poprzednia walka, która się tu rozegrała była zacienia i krwawa.
- Skąd te zniszczenia? - pomarańczowowłosy dziewięciolatek rozejrzał się ciekawie.
Rówieśniczka chłopaka spojrzała na niego z wyższością czując satysfakcję ze znajomości wydarzeń, które miały tu miejsce przed kilkoma dniami. Korzystała z każdej okazji by wywyższyć się swoją wiedzą, bo w końcu był jej przeciwnikiem.
- A to... - Hitomi specjalnie zawiesiła głos. - To tylko moja mama zrobiła z przeciwnika mielone.
Chłopak popatrzył na dziewczynę zaskoczony, ale po chwili głośno się roześmiał i złapał za brzuch. Przez jego zachowanie na czole młodej magini pojawiła się pulsująca żyłka. Tylko dzięki zasadą których została nauczona zielonooki jeszcze stał.
- No oczywiście! Pobiła kogoś patelnią za kradzież ciasteczek? - zadrwił chłopak nadal nie mogąc przestać się śmiać, aż łzy zaczęły mu płynąć z oczu.
- Nie! Udowodnię ci to! - krzyknęła dziewczynka, gdy chłopiec przestał się śmiać i otarł swoje patrzałki. - Udowodnię ci wygrywając z tobą... eee... - próbowała sobie przypomnieć imię młodego maga.
- Jestem Kaze! Jak moja magia! (Kaze = wiatr [jap.]) - przyjął dumną postawę, a dookoła niego zawirował delikatny podmuch targając przy tym włosy.
Smoczyca nauczyła dziewczynkę jak powinna rozpoczynać pojedynek. Po pierwsze należało znać imię przeciwnika. Po drugie samemu się przedstawić. Po trzecie i najważniejsze, zmieść go z powierzchni ziemi, a potem podziękować za walkę.
- Więc Kaze nazywam się Hitomi! -uśmiechnęła się szeroko. - Zapamiętaj to, bo od dziś jestem twoją największą rywalką! - Kąciki jej ust już przestały unosić się ku górze i jej mina szybko zmieniła się na bardziej zaciętą, a w oczach pojawiło się wyzwanie. Był jej pierwszym, prawdziwym przeciwnikiem dlatego nie zamierzała przegrać. Postanowiła udowodnić, że jej tak silna jak Natsu-sensai i jej mama.
- Z łatwością cię pokonam! - mówiąc to chłopak naciągnął kaptur na pomarańczowe włosy.
W jego oczach widać było rozbawienie, a usta wygięły się ku górze. Całą swoją postawą pokazywał, że nie uważa swojej przeciwniczki za wyzwanie tym samym dając jej jeszcze większą motywację do walki. Była podekscytowana walką, a w myślach już pojawiło się zdanie "Ale się napaliłam". Wreszcie zrozumiała dlaczego jej sensai ciągle tak mówi.
- Koniec rozmów. Gotowi do walki? - stojąca do tej pory z boku kotka weszła pomiędzy dzieci i poczekała aż pokiwają głową i odsuną się od siebie na wymaganą zwykle odległość (nie wiem jaką, ale chyba jakaś musi być dop. aut.). - Na mój znak zaczniecie - Jeszcze raz poczekała na potwierdzenie. - Start! - Z tym słowem szybko rozwinęła skrzydła i uciekła na jakieś drzewo pewnie po to, by mieć lepszy widok na pole bitwy.
Dziewczynka zaczęła od zebrania w sobie jak największej ilości magii i poczekała chwilę na ruch przeciwnika. On jednak nie wyglądał jakby chciał zaatakować pierwszy, więc pewna swojej wygranej rozpoczęła walkę.
- Gwiezdny bicz! - dzięki jednemu z jej specjalnych ataków utworzyła w ręce złotą linę która oplotła nadgarstek zielonookiego. Była pewna, że za chwilę będzie po wszystkim.
- Wietrzne tworzenie: łańcuch! - do otwartej, skrępowanej dłoni Kaze przyłożył zaciśniętą pięść.
Przed nim pojawiła się tarcza i w stroną Smoczej Zabójczyni pomknął cienki sznur szybko wirującego wiatru. Nie zdążyła nawet mrugnąć, a już poczuła silne uderzenie w brzuch. Odrzuciło ją do tyło na parę metrów, ale przez chwilę nie mogła się ruszyć, bo ból jaki czuła był naprawdę okropny.
- Wietrzne tworzenie: rękawicę! - Hitomi usłyszała tylko szybkie kroki chłopca zbliżającego się w jej stronę.
Przez to straszne uczucie skoncentrowane na podbrzuszu, Gwiezdny Magini nie mogła się ruszyć. Jednak zanim chłopiec do niej dotarł, ona sama zdążyła przypomnieć sobie pewne zaklęcie. Widziała jak kiedyś smoczyca go ćwiczyła.
- Gwiezdna tarcza! - nie wiedziała czy zadziała, ale to była jej ostatnia deska ratunku.
Złote światło zamknęło ją w dużej kopuli. Usłyszała jak jej przeciwnik odbija się od tarczy. Ból powoli mijał, więc spróbował usiąść. Gdy wreszcie się to udało miała chwilę do zastanowienia się nad kolejnym ruchem. Po chwili zdecydowała się jeszcze raz zaatakować Gwiezdnym Biczem.
- Hahaha! Teraz się chowasz? - roześmiał się pomarańczowowłosy i Smocza Zabójczyni znowu usłyszała uderzenie w kopułę tym razem tuż przed sobą.
- Nie, ale dziękuje za podpowiedź gdzie stoisz! - krzyknęła opuszczając tarczę i atakując złotą liną stworzoną z jej magii.
Tym razem nie miała zamiaru popełniać tego samego błędu. Bicz związał z sobą oba nadgarstki nie dając im możliwości ruchu. Złośliwy uśmiech pojawił się na jej ustach i z całej siły pociągnęła linę przewracając tym samym chłopaka.
- Chcesz tak grać? Ciekawe jak ci się to uda w powietrzu! - chłopiec podniósł się z ziemi, a właściwie wzniósł się nad nią.
Był już ponad koronami drzew  i pomimo największych chęci musiała go puścić, bo nogi  zaczęły się jej odrywać. Nie mogła pozwolić sobie na brak możliwości ataku i obrony. Odskoczyła kilka kroków do tyłu i posłała Kaze mordercze spojrzenie. Nie wiedziała jak walczyć z kimś kto lata. Podczas treningów jakie do tej pory miała, uczyła się przywoływać gwiezdne duch i wykonywać proste zaklęcia. To pierwsze odpadało, a z drugiej opcji nie mogła skorzystać, bo nic by to nie dało. Naszła ją myśl co zrobiłby Natsu-sensai.
- Uciekasz przed dziewczyną? Nie wiedziałam że jesteś taki słaby! - odpowiedź na to co zrobiłby Salamander była prosta, sprowokowałby przeciwnika.
- Nie uciekam! Koniec zabawy, bo teraz walczymy na poważnie! Radzę ci uciekać! Tornado! - zielonooki wrócił na ziemię, a przed nim utworzył się ogromny wir powietrza.
- Ryk Gwiezdnego Smoka! - z ust Hitomi wyskoczyły wielkie promienie złotego światła.
Tuż przed zderzeniem obu tych potężnych magii pomiędzy nimi pojawiła się błękitna tarcza na tyle duża, że pochłonęła oba zaklęcia.
- Czy wyście zwariowali?! Chcecie się zabić czy zniszczyć Magnolię?! - niebieskowłosa dziewczyna pojawiła się jakby znikąd i złapała dzieci za kaptury.
- O Cygnus! Jak tam zdrowie? Wyleczyłaś się już po ostatniej walce z mamą? - niewinna mina złotowłosej i jej przymilne słowa nie zgasiły gniewu Gwiezdnego Ducha i Hitomi dobrze o tym wiedziała.
- Ciekawa jestem czy twoja matka zareaguje tak samo spokojnie jak ja! To się tyczy też ciebie młodzieńcze! Twoja siostra też nie będzie zadowolona! - nic więcej nie mówiąc użyła swojej magii.
To trwało tylko sekundę, ale Hitomi widziała wszystko doskonale. Złote światło otoczyło ich ze wszystkich stron. Teraz było inaczej niż w złotej kopuli. Gwiezdna magia dotykała delikatnie jej skóry wywołując przyjemne dreszcze. Jasne światło nie drażniło oczu Gwiezdnej Zabójczyni, a wręcz dawało poczucie siły i bezpieczeństwa. Nie mogła się powstrzymać i zjadła strzępek tej magii.
Po chwili wszystko zniknęło i razem znaleźli się w gildii Fairy Tail tuż przed trzema zaskoczonymi dorosłymi.
- Chyba będziecie musieli z nimi porządnie porozmawiać - Duch Łabędzia odstawił dzieci na ziemię i popchnął w stronę magów.

----------------------------------------------

(Godzinę wcześniej u Lucy i Natsu)

 Blondynka ciągnęła za sobą różowłosego chłopaka streszczając mu szybko ostatnie wydarzenia. Nie pominęła nawet swoich wszystkich obaw. Na końcu poprosiła o pomoc przy remoncie nowego lokum na co oczywiście dostała twierdzącą. Wreszcie Lucy zwolniła i dla odmiany przytuliła się do ramienia Salamandra. Już spacerowym krokiem doszli do niedawno kupionego przez dziewczynę budynku.
 - Jak myślisz Hitomi i Ayame się ucieszą? - spytała Heartfilia otwierając drzwi do ładnego zielonego domku.
- Tak! Teraz łatwiej mi będzie wchodzić przez okno! - Natsu uśmiechnął się szeroko.
- Baka! - z udawaną złością uderzyła delikatnie chłopaka w ramię.
Lucy uwielbiała te chwilę które mogli spędzić tylko we dwoje. Od czasu treningu na wyspie przyzwyczaiła się że chłopak zawsze jest gdzieś niedaleko i nawet ucieszyła się na wiadomość że nadal będzie chciał ją odwiedzać.
- Jesteś okrutna! - Natsu zrobił minę zbitego psa i zaczął masować ramię. - Nie wiem jak Hitomi z tobą wytrzyma. - znowu szeroko się uśmiechnął pokazując kły.
- Niech ja cię tylko dorwę! Odechcę ci się takich komentarzy! - chłopak zaczął uciekać przed złą dziewczyną.
Cały dom był miejscem gonitwy. Na początku z holu wpadli do kuchni, która znajdowała się po prawej stronie budynku. Była  wyposażona. Mignęła jej  tam lodówka, kuchenka, zlew, kilka szafek i stół z krzesłami, ale zaraz potem trafili do salonu który znajdował się po drugiej stronie holu. Nic jednak tam nie stało, ale nie wiadomo kiedy minął ją chłopak i już biegł po schodach na piętro. Docierając na górę i przebiegając obok najbliższych drzwi po lewej stronie zobaczyła dużą wannę, więc tam musiała być jedna z łazienek. Kawałek szalika mignął jej jednak w jedynych drzwiach po prawej stronie. Gdy wreszcie tam dotarła Natsu próbował otworzyć okna, ale gdy zobaczył Lucy dziwnym sposobem przeskoczył obok niej i uciekł do ostatniego niezwiedzonego przez nich pokoju. Dziewczyna oczywiście jak najszybciej ruszyła za nim, ale nie zdążyła się zatrzymać więc oboje wylądowali na stojącym tam łóżku.
- Teraz mi nie uciekniesz! - Heartfilia spojrzała z wyższością w oczy Salamandra.

Dopiero po chwili zorientowała się w jakiej są pozycji. Leżała na jego piersi trzymając się jego ramion, a ich twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Czuła jego szybszy oddech i widziała zielone iskierki pojawiające się na czarnych tęczówkach. Wiedziała, że jej policzki lekko się zaróżowiły. To było silniejsze od nich. Powoli ich usta zbliżyły się, by w końcu złączyć w pocałunku. Chociaż to był dopiero trzeci raz obydwoje wiedzieli co mają robić. Delikatne ruchy bardzo szybko przeradzały się w namiętne. Natsu przeturlał się z Lucy tak, że teraz to on wisiał nad nią. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i podciągnęła się tak, by być jeszcze bliżej niego. Pożądanie odbierało jej świadomość tego co się dzieję. Dla niej istniał tylko jej ukochany. Nie wiedziała nawet kiedy ale teraz nie leżeli, a siedzieli. Rękami nadal oplatała szyję chłopaka, ale tym razem on też przyciągnął ją bliżej siebie. Gdy spojrzenia Lucy i Natsu się skrzyżowały powoli zaczęli zwalniać tępo pocałunku. Pocałunki na powrót stawały się coraz delikatniejsze, aż ich usta wreszcie się od siebie oderwały. Obydwoje dyszeli ciężko, ale nadal się od siebie nie odsunęli.
- Kocham cię Natsu - szepnęła Heartfilia.
- Kocham cię Luce - odpowiedział Dragneel.
- Musimy iść wiesz? - mimo swoich słów dziewczyna nadal nie zamierzała póścić chłopaka.
- Naprawdę musimy? Mnie tu jest dobrze.
Słowa Salamandra wywołały cichy śmiech zakochanych, ale dopiero po kilku minutach w końcu wstali z łóżka i wyszli z budynku.
- Może jednak powinniśmy im powiedzieć? - spytała cicho Lucy, gdy wyszli na główną ulicę trzymając się za ręce.
- Co powiedzieć? Komu? - spytał Natsu gasząc jej nieśmiałą nadzieję że jednak nie usłyszy.
- No... O nas... Reszcie gildii... - zaczerwieniła się lekko.
Spojrzał w piękne bezchmurne niebo. Wyglądał jakby naprawdę się nad tym zastanawiał ( "Natsu" i "zastanawiał"?! O.O dop. aut.). Po chwili spojrzał jednak na nią i dał jej szybkiego całusa, a potem szeroko się uśmiechnął.
- Jak chcesz! To pewnie ciebie będą najbardziej torturować, bo ja zawsze mogę uciec dzięki Happiemu - mrugnął do niej i się roześmiał.
- I nie zabrałbyś mnie? - udało jej się wymusić płaczliwy ton głosu dzięki któremu przestał mieć taki dobry humor. - Co z ciebie za chłopak?!
Udałam obrażoną i zwiększyłam szybkość stawiania kroków. Puściłam jeszcze jego rękę, by wypadło wiarygodniej.
- Hej Luce! Przepraszam! Poczekaj! - uśmiechnęła się pod nosem na myśl że jednak nie wyszłam z wprawy i nadal jestem świetną aktorką.
- Nie udawaj, że jest ci przykro! Pewnie tylko mnie oszukujesz! - znowu zagranie z płaczliwym tonem.
- Co mam zrobić żebyś mi uwierzyła? Naprawdę przepraszam - przybrał minę zbitego psa.
- Gdy zrobi się cieplej wybierzemy się na wakacje. My dwoje, Hitomi, Happy i Ayame. Nikt więcej. Co ty na to? - stanęłam i uśmiechnęłam się do niego.
- A mówią, że to ja jestem potworem - tym razem to on się obraził.
- To co myślisz o tym wyjeździe? - pocałowałam go w policzek.
- Hai! - znowu się uśmiechnął. - A właściwie to gdzie jest Hitomi?
- W Fairy Tail. Pewnie już na nas czeka. - odpowiedziała i już chciała wznowić marsz gdy drogę zastąpiła im ładna dziewczyna.
Była wzrostu Erzy i miała może z dwadzieścia dwa lata. Jasnozielone oczy błyszczały radośnie, a brązowe włosy zostały zawiązane w kucyka. Na zieloną bluzkę w paski miała narzuconą fioletową bluzę z kapturem. Długie białe spodnie przytrzymywał brązowy pasek z szarą klamrą. Na nogi założyła zielone trampki z heart kreuza.
- Przepraszam, słyszałam jak mówiliście o Fairy Tail. Wiecie gdzie ona jest? Tam poszedł mój brat, a ja mam zerową orientację w terenie... - zaczęła nerwowo drapać się po karku.
- Tak! Jesteśmy magami z Fairy Tail! - krzyknął Natsu zwracając przy tym uwagę przechodniów.
- Naprawdę?! Ja i mój brat też jesteśmy magami! Zawsze chcieliśmy dołączyć do waszej gildii! - tym razem nieznajoma uśmiechnęła się promiennie i zdenerwowanie zniknęło jej z twarzy.
- To na co czekasz? Chodź z nami! - mówiąc to Lucy złapała zielonooką pod ramię i naprowadziła ją na właściwą drogę.
Przez resztę drogi dowiedzieli się, że zielonooka nazywa się Yosei Raito i jej magia polega na manipulowaniu drzewami, a jej brat Kaze Raito posługuje się Magią Wiatru i Wietrznego Tworzenia. Ich rodzice zginęli dawno temu w pożarze i do tej pory mieszkali u swojej ciocia, ale ona niedawno też pożegnała się z tym światem. Zdecydowała z bratem, że dołączą do Fairy Tail, które jest cenione za lojalność swoich członków.
- Spodoba ci się! Jesteśmy co prawda trochę głośni, ale na pewno pokochasz tą gildię! - krzyknęła z entuzjazmem blondynka i wprowadziła dziewczynę do budynku.
- Hej zobaczcie kogo przyprowadziliśmy! To jest Yosei! - wydał się Natsu, a wszyscy w gildi zaczęli przyglądać się nowo przybyłej.
- Ohayo! Jesteś magiem? Chcesz do nas przyłączyć? - z baru pomachała Mira.
- Tak i Tak!
- Podejdź zaraz przyniosę pieczątkę - już białowłosa zaczęła się schylać, ale w gildii rozbłysło złote światło oślepiając wszystkich którzy byli w pomieszczeniu.
Gdy wreszcie zgasło przed Heartfilią, Dragneelem i Raito. Gdy zgasło złote światło Lucy zobaczyła Cygnusę trzymającą nad ziemią Hitomi i jakiegoś pomarańczowłosego chłopca. Postawiła dwójkę dzieci na ziemi i popchnęła ich do przodu.
- Chyba będziecie musieli z nimi porządnie porozmawiać - usłyszała brązowooka i pytająco popatrzyła się na Gwiezdnego Ducha, ale wiedziała, że ona nie pojawiła, by się z jakiegoś błahego powodu. Więc... Co się stało?

~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~*~~~~~~

Hejka! Przepraszam, że nie dodałam rozdziału, ani wczoraj, ani przedwczoraj ja po prostu zapomniałam  -.-"... No, ale dziękuje za wzięcie udziału  w ankiecie i rzeczywiście za jakiś czas pojawi się +18. Pisząc rozdział tak naprawdę nie wiem co wydarzy się w kolejnym, więc nie mogę wam powiedzieć dokładnie kiedy to się stanie. Postarałam się też dodać więcej opisów, ale to jest naprawdę trudne dlatego czasem może mi się coś nie udać.
Mam nadzieję, że wam się spodobało!